← Wróć do tekstów

Relacje

Jesteśmy razem. Ale czy jeszcze jesteśmy blisko?

Można mieszkać pod jednym dachem, wspólnie wychowywać dzieci i doskonale organizować codzienność. A jednocześnie można już prawie nie być ze sobą.

Czas czytania: około 6 min

Można mieszkać pod jednym dachem, spać w jednym łóżku, wspólnie wychowywać dzieci i każdego dnia pytać: „Co kupić na obiad?”. Można płacić rachunki, planować wakacje, odbierać dzieci ze szkoły, odwiedzać rodzinę i pamiętać, że w środę trzeba zawieźć samochód do mechanika. Można być świetnie zorganizowaną drużyną. Mieć ogarniętą logistykę dnia codziennego, wiedzieć, kto odbiera dzieci, kto robi zakupy i co trzeba załatwić do piątku. A jednocześnie można już prawie nie być ze sobą.

Nie zawsze zaczyna się od wielkiej kłótni. Czasem nie ma zdrady, dramatów ani jednego konkretnego dnia, po którym wszystko się zmieniło. Bliskość czasem znika bardzo cicho.

Najpierw coraz rzadziej pytamy: „Co u ciebie?”, bo przecież mniej więcej wiemy. Potem przestajemy opowiadać o drobiazgach. O czymś, co wydarzyło się w pracy. O głupiej myśli, która przyszła nam do głowy w samochodzie. O czymś, co nas zabolało albo ucieszyło.

Rozmawiamy nadal. Tylko coraz częściej o tym, co trzeba zrobić, a coraz rzadziej o tym, co czujemy.

Kto jutro odbiera dzieci? Kupiłeś mleko? Zapłaciłaś za zajęcia? O której wrócisz? Co robimy w weekend?

Codzienność działa. Ale gdzieś pomiędzy obowiązkami, zmęczeniem i kolejnymi sprawami do załatwienia zaczyna znikać ciekawość drugiego człowieka. A przecież chyba właśnie ona jest jednym z najważniejszych elementów bliskości. Bo wszystko wokół nas się zmienia.

Zmienia się nasz dom. Dzieci dorastają. Zmienia się praca, codzienność, nasze potrzeby, marzenia, lęki. Zmieniamy się też my sami.

Człowiek, z którym jestem dzisiaj, nie jest dokładnie tym samym człowiekiem, którego poznałam pięć, dziesięć czy piętnaście lat temu. Ja też nie jestem. I może właśnie dlatego tak ważne jest, żeby nie przestawać być siebie nawzajem ciekawym. Nie zakładać, że „przecież już go znam”. Patrzeć na drugiego człowieka z dobrą intencją. Z uważnością. Z taką zwykłą wrażliwością na to, co się z nim dzieje. Zauważyć, że jest dziś cichszy. Usłyszeć coś więcej niż samo „wszystko dobrze”. Zapytać nie dlatego, że wypada, ale dlatego, że naprawdę chcę wiedzieć.

Bliskość to chyba właśnie to. Nie samo bycie obok. Tylko poczucie, że ktoś mnie naprawdę widzi. Że nadal jestem dla niego kimś, kogo chce poznawać. Że interesuje go nie tylko mój plan dnia, ale też to, co mnie ostatnio cieszy, męczy, czego się boję, o czym myślę. I że ja mam w sobie tę samą ciekawość wobec niego. Problem w tym, że oddalanie się od siebie często długo nie wygląda groźnie. Nie boli tak jak zdrada. Nie krzyczy jak awantura.

Przypomina raczej pokój, z którego każdego dnia wynosimy po jednej rzeczy. Na początku prawie nie widać różnicy. Dopiero po czasie orientujemy się, że zrobiło się w nim pusto.

I wtedy pojawia się to dziwne uczucie: Przecież jesteśmy razem. Dlaczego czuję, jakby między nami było tak daleko? To nie musi oznaczać końca związku. Czasem oznacza tylko, że przez lata dbaliśmy o wszystko dookoła, a trochę zapomnieliśmy zadbać o to, co było pomiędzy nami.

Bo bliskość nie jest czymś, co raz zbudowane zostaje z nami na zawsze. Potrzebuje czasu.

Rozmowy, która nie zaczyna się od organizacji dnia. Dotyku, który nie jest przypadkowym minięciem się w kuchni. Ale chyba przede wszystkim potrzebuje ciągłej ciekawości drugiego człowieka. Gotowości, żeby od czasu do czasu spojrzeć na osobę obok nie jak na męża, żonę, ojca dzieci, partnera czy współorganizatora całej tej codzienności. Tylko jak na człowieka.

Tego samego, a jednak trochę innego niż kilka lat temu. Można razem prowadzić dom, wychowywać dzieci, spędzać święta. Można też bardzo dobrze wyglądać na rodzinnych zdjęciach.

Tylko że bliskość zaczyna się gdzie indziej. W tym niewielkim miejscu pomiędzy dwojgiem ludzi, w którym nadal jest ciekawość, uważność, dobra intencja i poczucie: jestem przy tobie i naprawdę cię widzę.

Może więc od czasu do czasu warto nie pytać tylko: Czy my nadal jesteśmy razem?

Ale też: Czy my się jeszcze widzimy? Czy są między nami momenty prawdziwej bliskości? Czy nadal jesteśmy na siebie uważni? Czy jesteśmy siebie ciekawi?

Jeśli ten tekst brzmi znajomo…

„Szeptem” to prawdziwa historia kobiety, która przez lata słyszała wszystkich oprócz siebie.